Administracja prezydenta Donalda Trumpa ściga Southern Poverty Law Center (SPLC), organizację prawniczą zajmującą się monitorowaniem ekstremizmu, stawiając jej zarzuty, które zdaniem wielu są sfabrykowane. Teraz jeden z sojuszników Trumpa próbuje powiązać SPLC z uzbrojonym mężczyzną, który rzucił się na agentów Secret Service przed kolacją Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu w sobotę.
Jordan, który chce przeprowadzić przesłuchanie w Kongresie wymierzone w SPLC, próbował połączyć te dwa zdarzenia, nalegając, że „nikt nie powinien przeoczyć" faktu, że akt oskarżenia Departamentu Sprawiedliwości przeciwko SPLC pojawił się w tym samym tygodniu co próba zamachu na Trumpa i czołowych urzędników administracji.
„To nie jest przypadek, tak uważam, i nikt nie powinien tego przeoczyć, że w tym samym tygodniu, gdy doszło do trzeciej próby zamachu na prezydenta, Southern Poverty Law Center zostało oskarżone za wszystkie te bzdury, które robiło, dzieląc kraj" – powiedział Jordan.
Prowadzący CNN sprawdził fakty podawane przez Jordana, wyjaśniając, że nie ma żadnego związku między uzbrojonym mężczyzną a SPLC. Jordan przyznał to, ale następnie powtórzył tę samą tezę.
„Nie ma żadnego związku, nie twierdzę tego, ale nikt nie powinien przeoczyć, że wydarzyło się to w tym samym tygodniu. Myślę, że to nam mówi, wie pan, co się — co się tam dzieje i co przyczynia się do tych, wie pan, trzech prób zamachu na prezydenta Trumpa" – wyjąkał Jordan.
Zarzuty wobec SPLC dotyczą tego, że organizacja opłacała informatorów, którzy byli członkami lub szpiegowali grupy nienawiści wskazane przez rząd. Zarzuty sugerują, że SPLC finansuje krajowy terroryzm.
SPLC następnie koordynowało działania z organami ścigania, w tym z FBI, aby zapewnić przekazanie odpowiednim służbom wszelkich informacji posiadanych z wyprzedzeniem o możliwych atakach terrorystycznych, publicznych aktach przemocy lub przemocy wobec rządu USA.
Joyce Vance, która wcześniej pełniła funkcję federalnego prokuratora Okręgu Północnego Alabamy w latach 2009–2017, napisała w ubiegłym tygodniu o zarzutach wniesionych w Montgomery w stanie Alabama.
„Departament Sprawiedliwości chce, abyśmy uwierzyli, że jedna z czołowych organizacji praw obywatelskich w kraju, ludzie, którzy rozbili Klan i nadal ujawniają grupy białych supremacjonistów powstające w jego następstwie, w rzeczywistości wspiera rasizm i krajowy terror, że są oni w istocie odpowiedzialni za podżeganie do szaleństwa" – napisała Vance. „Ten akt oskarżenia opowiada pewną historię, a ta historia głosi, że SPLC udzielało materialnego wsparcia krajowym grupom terrorystycznym."
Problem, jak stwierdziła, polega na tym, że sprawa opiera się na jednym zasadniczym „błędnym założeniu: że należy patrzeć tylko na jeden aspekt działalności SPLC polegający na infiltrowaniu tych niebezpiecznych grup, a nie na ich ogólnych wysiłkach zmierzających do ich rozbicia."
Jordan i DOJ zakładają, że darczyńcy SPLC nie chcieliby, aby ich pieniądze trafiały do opłacania informatorów, którzy zbierali wewnętrzne informacje o białych supremacjonistach i grupach nienawiści, a następnie przekazywali je organom ścigania.
Vance zauważyła, że akt oskarżenia sugeruje, iż SPLC ponosi w jakiś sposób odpowiedzialność za „Unite The Right" w Charlottesville w stanie Wirginia podczas pierwszej kadencji Trumpa.
Jak wyjaśniła Vance: „Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś o białych supremacjonistach, musisz do nich pójść i z nimi porozmawiać."
Jordan uważa, że prawdziwą grupą nienawiści jest SPLC, ponieważ jej pieniądze trafiały do osób, które mogły wspierać takie grupy.

